Thursday, 4 June 2009

day #4

Kot dalej na swoim miejscu, tylko boczki zmienia.


Greg nadal w Aomori. Musieliśmy sobie jakoś poradzić. Rano poszliśmy zgodnym krokiem pięciopalczastych do parku na rozchodzenie obuwia. Pozdrowiliśmy kotka, zagraliśmy w "market lottery" i bocznymi uliczkami przywędrowaliśmy do mieszkania. Nie bolało aż tak bardzo.



Po południu napełniliśmy nasze karty Pasmo szeleszczącym banknotem i pojechaliśmy metrem do Ueno w poszukiwaniu wrażeń i akcesoriów motocyklowych. Sklepów tematycznych było całkiem sporo. Niestety okazało się, że Japonki traktują strój motocyklowy niezbyt poważnie pod względem bezpieczeństwa, natomiast zupełnie serio, gdy idzie np. o kolor. Nici z rękawiczek.


Pojszliśmy zatem do pobliskiego parku, gdzie napotkaliśmy lokalną populację kotów i bezdomnych, za czem wróciliśmy w znajome regiony, aby pokrzepić się curry, którego nie mogliśmy znaleźć w Ueno, a które w Shinjuku można dostać na każdym rogu (również w wydaniu czekoladowym).


Wieczorem w tv nadawali jakiś lokalny program rozrywkowy, w którym publiczności zebranej w studiu pokazywano filmiki w rodzaju: wybuch stacji benzynowej, rozjuszony słoń tratuje i poniewiera na przemian nieostrożnego strażnika, niedźwieź żuje ramię nieprzytomnego turysty, itp. Publiczność (w okienkach w rogu ekranu pokazywano najczęściej słodkie blond-Japonki) była bardzo podekscytowana. Filmiki podzielono na levele, ale niestety nie zrozumieliśmy, na jakiej podstawie, bo wszystkie były równie straszliwe.

No comments:

Post a Comment