Przeprowadzka. Z żalem opuściliśmy dziuplę na trzynastym piętrze i przetorpaliśmy się do mieszkania Grega. Przy okazji odkurzacz wielkości damskiej torebki pokazał, że daje radę.

Przeprowadzka i łagodzenie związanej z nią traumy (podłączanie się do bezprzewodowego internetu) zajęły pół dnia. Kiedy stwierdziliśmy, że przestaje padać, przeszliśmy koło biura Green Peace i zakotwiczyliśmy w barze serwującym ramen (makaron). Był dobry, ale jak zawsze - w nadmiarze. Przestroga/ciekawostka: w Japonii "vegetarian" wcale nie znaczy "bez mięsa".



W ramach zakupu rzeczy niezbędnych wyskoczyliśmy z G na chwilę kupić dwa rowery. Mus to mus.
Wieczorem podreptaliśmy do miasta spotkać się ze współpracownikami Grega. Towarzystwo było miłe, jedzenie - dobre, nie chciało nam się robić zdjęć.

No comments:
Post a Comment