Sobota, słońce, ciepło - jedziemy nad morze. "Nad morze" czyli na Odaibę, sztuczną wyspę usypaną (?) w Zatoce Tokijskiej. Na podobny pomysł wpadła spora część populacji Tokio (ale co tam).
Poradziliśmy sobie z lekko zakręconym rozkładem jazdy pociągów i dotarliśmy na wyspę w okolicy południa. Oczywiście nikt nie pomyślał o kremie z filtrem.
Strażnicy na peronach mają nie tylko białe rękawiczki, ale i długie ręce:Poradziliśmy sobie z lekko zakręconym rozkładem jazdy pociągów i dotarliśmy na wyspę w okolicy południa. Oczywiście nikt nie pomyślał o kremie z filtrem.
W pierwszym z brzegu naszą uwagę przykuł przybytek o wymownym w kształcie różowym portalu. Wszystko dla futrzaków:
Śmiecia wszelakiego mieli pod dostatkiem: od kubko-wisiorko-notatników przez mini fontanny (coś dla Małpy) po ubiory wszelkiej maści - nie, nie dla ludzi.
Ale nie dla malli przyjechaliśmy na Odaibę - choć trzeba przyznać, że dużo lepiej się chodzi w taki upał przez pomieszczenia klimatyzowane, wypełnione ciekawostkami nie-przyrodniczymi. Celem naszej wycieczki było ujrzenie na własne oczęta 18-metrowemu Gundamowi, wznoszonemu na okazję trzydziestej rocznicy projektu.
Taki Daimos podtrzymywany przy życiu od trzech dekad (na ekrany wchodzi właśnie kolejny film pełnometrażowy z serii - Moda na sukces przy tym wysiada). Oficjalne "odsłonięcie" pomnika nastąpi w połowie lipca, więc jeśli ktoś akurat będzie przejazdem, zapewne zostanie na to wydarzenie zaciągnięty (na rowerze).
Na młyńskie koło jeszcze wrócimy - tym razem było zdecydowanie za gorąco i za wcześnie/jasno.Gundam w HDR u Grega.
No comments:
Post a Comment