W późnych godzinach porannych ostatkiem sił woli zwlokłam się z łóżka i oporządziłam o tyle o ile. Z naszej ulubionej stacji Shinjuku przejechaliśmy parę przystanków w miasto, gdzie zakupiliśmy koleją parę pięciopalczastych. (jutro do parku idziemy razem)
Połaziliśmy trochę po Rzecznym Mieście (?) (Ogawamachi), po czem wróciliśmy do Shinjuku, żeby przysiąść w z góry upatrzonej jadłodajni, podającej ulubione danie indyjskie Japończyków - curry. Z chlebkiem naan.
Cóż, nie było to najlepsze curry ever, ale od czegoś trzeba zacząć poszukiwania idealnego miejsca. Kolejne raporty w tej sprawie będą napływać.
Na koniec postanowiliśmy objechać na rowerach Yoyogi, bo to porządny kawałek, zielony, trudno się zgubić, a do tego, po drugiej stronie parku mieści się centrum wariactwa czyli Harajuku. Na foto-polowanie pójdziemy w niedzielę, jak się wszystkie te Japonki poprzebierają w jeszcze wyższe obcasy i jeszcze bardziej nieprawdopodobne ubrania.
No comments:
Post a Comment