Tuesday, 2 June 2009

day #3

W godzinach porannych, w kole 9, G wysznurował do parku przetestować nowe buty. Tak sumiennie testował, że zdarł sobie trochę skóry ze stopy. Wrócił przed 11 z kotem w prezencie.


W późnych godzinach porannych ostatkiem sił woli zwlokłam się z łóżka i oporządziłam o tyle o ile. Z naszej ulubionej stacji Shinjuku przejechaliśmy parę przystanków w miasto, gdzie zakupiliśmy koleją parę pięciopalczastych. (jutro do parku idziemy razem)

Połaziliśmy trochę po Rzecznym Mieście (?) (Ogawamachi), po czem wróciliśmy do Shinjuku, żeby przysiąść w z góry upatrzonej jadłodajni, podającej ulubione danie indyjskie Japończyków - curry. Z chlebkiem naan.


Cóż, nie było to najlepsze curry ever, ale od czegoś trzeba zacząć poszukiwania idealnego miejsca. Kolejne raporty w tej sprawie będą napływać.

Na koniec postanowiliśmy objechać na rowerach Yoyogi, bo to porządny kawałek, zielony, trudno się zgubić, a do tego, po drugiej stronie parku mieści się centrum wariactwa czyli Harajuku. Na foto-polowanie pójdziemy w niedzielę, jak się wszystkie te Japonki poprzebierają w jeszcze wyższe obcasy i jeszcze bardziej nieprawdopodobne ubrania.



No comments:

Post a Comment