Sunday, 7 June 2009

day #6

Zaczęło padać, więc nie odwiedziliśmy kota w parku. Dzień długo się zaczynał, ale w końcu udało nam się wyjść na zamżone ulice. Różnorodność lokalnych parasoli budzi we mnie chciejstwo.


Postanowiliśmy przespacerować się szlakiem parków aż do Cesarskiego. Nie wyszło - złote trzewiki postanowiły zedrzeć mi skórę z nóg w połowie drogi. Ale i tak było miło.








Wieczorem przespacerowaliśmy się z Gregiem po mieście.


Odwiedziliśmy lokalny dom towarowy z elektroniką, po czym spędziliśmy prawie godzinę szukając jadłodajni a) nie wypełnionej ludźmi po brzegi, b) posiadającej menu po angielsku, b1) posiadającej menu po japońsku, ale ze zdjęciami/obrazkami przedstawiającymi ofertę. Kombinacja a + b1 w końcu się znalazła, obsługa była bardzo miła, a jedzenie bardzo dobrze. Ale tego sashimi to na pewno nie zamawialiśmy.





No comments:

Post a Comment