Postanowiliśmy przespacerować się szlakiem parków aż do Cesarskiego. Nie wyszło - złote trzewiki postanowiły zedrzeć mi skórę z nóg w połowie drogi. Ale i tak było miło.
Wieczorem przespacerowaliśmy się z Gregiem po mieście.
Odwiedziliśmy lokalny dom towarowy z elektroniką, po czym spędziliśmy prawie godzinę szukając jadłodajni a) nie wypełnionej ludźmi po brzegi, b) posiadającej menu po angielsku, b1) posiadającej menu po japońsku, ale ze zdjęciami/obrazkami przedstawiającymi ofertę. Kombinacja a + b1 w końcu się znalazła, obsługa była bardzo miła, a jedzenie bardzo dobrze. Ale tego sashimi to na pewno nie zamawialiśmy.
No comments:
Post a Comment