Rano, po odpowiedniej dawce House M.D. do śniadania, pojechaliśmy na rumakach naszych skrzypiących do biura GreenPeace, gdzie chwilę pobawiliśmy się w segregowanie paczek z propagandą, po czym zaopatrzeni we własną paczkę z propagandą ruszyliśmy w kierunku jednego z lokalnych uniwersytetów na spotkanie z Emmą (American, short, yellow t-shirt). Na miejsce dotarliśmy ponad godzinę za wcześnie (a to dzięki temu, że się po drodze nie zgubiliśmy), więc zakupiliśmy w okolicznym sklepie drugie śniadanie i udaliśmy się w kierunku drzew na poszukiwanie odpowiedniego miejsca na piknik. Znaleźliśmy takie:


Wciąż jeszcze mieliśmy sporo czasu, więc ruszyliśmy na spacer drogą wśród kwiatów, która doprowadziła nas najpierw do rzeki, a potem do malowniczo przy niej położonej stacji.


O wskazanej porze spotkaliśmy Emmę i ruszyliśmy na podbój uniwerku. Nie mamy żadnych zdjęć, ponieważ było to zajęcie niezwykle angażujące emocjonalnie i fizycznie - wcześniej jakoś zapomnieliśmy, a potem Emma rozpłynęła się w tłumie podążając na zajęcia z włoskiego. Zaulotkowaliśmy cały kampus!
Wednesday, 17 June 2009
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment