Wednesday, 17 June 2009

day #16

Rano, po odpowiedniej dawce House M.D. do śniadania, pojechaliśmy na rumakach naszych skrzypiących do biura GreenPeace, gdzie chwilę pobawiliśmy się w segregowanie paczek z propagandą, po czym zaopatrzeni we własną paczkę z propagandą ruszyliśmy w kierunku jednego z lokalnych uniwersytetów na spotkanie z Emmą (American, short, yellow t-shirt). Na miejsce dotarliśmy ponad godzinę za wcześnie (a to dzięki temu, że się po drodze nie zgubiliśmy), więc zakupiliśmy w okolicznym sklepie drugie śniadanie i udaliśmy się w kierunku drzew na poszukiwanie odpowiedniego miejsca na piknik. Znaleźliśmy takie:Wciąż jeszcze mieliśmy sporo czasu, więc ruszyliśmy na spacer drogą wśród kwiatów, która doprowadziła nas najpierw do rzeki, a potem do malowniczo przy niej położonej stacji.O wskazanej porze spotkaliśmy Emmę i ruszyliśmy na podbój uniwerku. Nie mamy żadnych zdjęć, ponieważ było to zajęcie niezwykle angażujące emocjonalnie i fizycznie - wcześniej jakoś zapomnieliśmy, a potem Emma rozpłynęła się w tłumie podążając na zajęcia z włoskiego. Zaulotkowaliśmy cały kampus!
W drodze powrotnej nabyliśmy obiad (100% hallal curry). Zrobiliśmy pranie, po czym udekorowaliśmy nim całe mieszkanie. Greg wrócił późno i zarządził obiad. Wyczarował w "kuchni"coś dobrego (wniosłam po zapachu), po czym wspólnie z nami strawił resztę wieczoru wrapiając się w ekran.

No comments:

Post a Comment